Budowa kominka to dość poważna sprawa. Jak sprawnie i szybko przejść przez ten etap i rozpalić wymarzony ogień? Sposobów jest wiele, ale i tak wszystkie początki powinny wyglądać podobnie. Nie będę pisał o sposobach znalezienia firmy kominkowej, bo to jest zupełnie odrębny temat. Wielu szuka w internecie, wysłuchuje opinii znajomych i rodziny, a mamy sygnały, że również „Świat Kominków” bywa bardzo pomocny. Tak więc zakładamy, że firmę znaleźliśmy, umówiliśmy się i właśnie otwieramy drzwi salonu kominkowego.
Pierwszym problemem jest znalezienie wspólnego mianownika pomiędzy wyobrażeniami klienta, a tym, co proponuje firma kominkowa. Gdy klient powie wstępnie „tak”, pojawia się konieczność realizacji „programu obowiązkowego”. Są na tej liście: inwentaryzacja miejsca budowy, ocena przewodów kominowych wraz z opinią kominiarską, oględziny podłoża, ścian, zaplanowanie sposobu doprowadzenia powietrza z zewnątrz. No i ewentualnie inspekcja pod kątem dystrybucji powietrza lub możliwości współpracy kominka z płaszczem wodnym z instalacją centralnego ogrzewania oraz ciepłej wody użytkowej.
Potem następuje praca koncepcyjna, pojawia się projekt i kosztorys, który klient powinien zaakceptować. Otwiera się wówczas droga do zamówienia. Palenisko, na które trzeba zwykle trochę poczekać, zestaw elementów przyłącza, materiały izolacyjne i konstrukcyjne. Czeka się też na płyty z kamienia naturalnego, jak i na kafle, jeżeli na taki kominek zdecydował się inwestor oraz przyłączeniowy zestaw hydrauliczny albo komplet materiałów do DGP. To jest oczywiście wielki skrót etapu, który odbywa się, z wyjątkiem oględzin, zwykle w firmie kominkowej.
Już dawno temu wymyślono sposób na przyspieszenie procesu budowy kominków. Gdy firmy kominkowe, głównie francuskie, osiągnęły etap uprzemysłowienia, ich linie produkcyjne nie mogły czekać, aż pojedynczy klient namyśli się. Stworzono więc grupę projektów gotowych, pomyślanych tak, by były to kominki zarówno ładne dla klienta, jak i ekonomiczne w wytwarzaniu. Każdy model miał swoje kolorowe zdjęcia dla potencjalnego nabywcy, instrukcję montażu dla sprzedawcy, a technologiczne karty u producenta. Pojawiły się gotowe projekty kominków rustykalnych, klasycznych, nowoczesnych... Modeli przybywało, katalogi były coraz grubsze, a po ich objętości poznać można było potencjał firmy.
Po kilku tygodniach od zamówienia, zapakowany w pudło i umieszczony na palecie, zestaw montażyści firmy w ciągu kilku, kilkunastu godzin zamieniali w działający kominek u klienta. Gotowe zestawy sprawiły, że pojawiła się osoba ,,montażysty” zamiast tradycyjnego i doświadczonego zduna. Na negatywne efekty takiej przemiany nie trzeba było długo czekać. Jak każda produkcja, również produkcja kominków w zestawach miała swoją bezwładność. Nie nadążyły więc firmy za zmianą mody. Wokół rosło zainteresowanie prostymi kominkami wykończonymi marmurem, kominkami kaflowymi z wielkoformatowymi kaflami czy wręcz bryłami minimalistycznymi, a one dalej oferowały głównie modele rustykalne z drewnianymi belkami.
Okazało się, że znacznie poszerzyła się w Polsce oferta naturalnych kamieni. Pojawiały się marmury, granity, trawertyny z najdalszych zakątków świata, a ich ceny stały się bardziej przystępne. W Polsce też ujawniły swoją obecność najważniejsze europejskie kaflarnie z Niemiec i Austrii. Zasobniejsi Polacy coraz częściej sięgali po pomoc projektantów, decydowali się na indywidualne projekty wnętrz i kominków. Zestawy kominków znalazły swoje schronienie niemal wyłącznie w budowlanych supermarketach. Kupowane bez profesjonalnego wsparcia, montowane przez przypadkowe ekipy tylko pogarszały opinię o kominkach z paczki. Wszystko wskazywało na to, że czas kominków w zestawach bezpowrotnie mija.
Kominek z pudełka nie jest absolutnie „kotem w worku”! Tutaj wcześniej można dokładnie ustalić wszelkie parametry, a często zobaczyć taki zmontowany zestaw na ekspozycji w salonie kominkowym. Zestawy pojawiły się u całkiem poważnych europejskich producentów, ale też w kilku polskich dużych firmach. Tym sposobem producenci i handlowcy dążą do korzystnej dla nich formy „sprzedaży wiązanej”. Wcale nie oznacza to, że wciskają nam kit, tylko „kit”, czyli po angielsku „zestaw”!
Jednak poza atutami dla sprzedawcy, zestawy mają też sporo zalet dla klientów. Po pierwsze, są profesjonalnie przygotowane i zbudowane wyłącznie ze sprawdzonych i certyfikowanych materiałów. To gwarantuje stabilność i bezpieczeństwo. Po drugie, kominki i piece, mimo że docierają do nas w nieatrakcyjnej skrzyni lub pudle, zaprojektowane są zwykle przez doskonałych fachowców. Żaden „mistrzunio” nie zepsuje więc ich estetyki, ich proporcji. Możliwości indywidualizacji są wielkie (kolory tynku, rodzaj kamienia, kilkadziesiąt barw glazury w kaflach…). Nic też nie stoi na przeszkodzie, by do tej pewnej estetycznie i technicznie „bazy” nadal coś swojego dobudować, jeśli inwestor i jego projektant czują się na siłach, by to co dobre jeszcze poprawić.
Witold Hawajski
(pełna wersja artykułu w numerze 1(27)/2011 „Świata Kominków”)